DSC_0157

Zimno mi i przykro w momencie, kiedy patrzę na te zdjęcia. Były niestety jednoznaczne z zakończeniem wakacji, lata i przeprowadzką – nieuniknionym rozstaniem z bliskimi i rodzinką. Myślałam, że ładna pogoda jeszcze z nami zostanie, a w ukochanej Warszawie nie będę aż tak tęsknić. Może to kwestia czasu i przyzwyczajenia do pewnych nawyków i codziennej rutyny. Mimo to, nie wyobrażam sobie zostawić wszystkiego i wszystkich, z którymi dotychczas żyłam. Może tego nie widać, ale jestem bardzo rodzinną osobą, więc tydzień czy dwa bez bliskich, nawet w ukochanej Warszawie powodują momentami ogromną tęsknotę.

Czuję się tu dobrze, już zaczynam przyzwyczajać się do wielkości miasta, poznaje coraz więcej nowych miejsc i co ważniejsze ludzi. Ciągle słyszę, że rzeczy, których nie zrobimy na studiach, nie wykonamy już w ogóle. Może to racja, w końcu zawsze wybiegamy myślami do przeszłości, zupełnie nie doceniając tego, gdzie jesteśmy, jak wiele dotychczas osiągnęliśmy. Cieszę się, że poznaję inspirujących, mądrych ludzi, którzy mają sprecyzowane plany na przyszłość i cel, do którego dążą. W tym momencie mogę śmiało    powiedzieć, że też mam. A to liczy się dla mnie najbardziej, ponieważ mając wyznaczoną ścieżkę, obrany cel, nawet w chwilach słabości dam radę dzięki ogromnej determinacji i motywacji.

Jeśli chodzi o stylizacje, jest taka „moja” – delikatna sukienka, balerinki, kokarda na rozpuszczonych włosach i ta cudowna torebka w pudrowym kolorze. Mam do niej ogromny sentyment, bo kojarzy mi się z najlepszym dotychczas wyjazdem do Londynu, wakacjami. Początkowo chciałam tą w czarnym kolorze, później przeszło mi przez myśl kupienie jagodowej, a ostatecznie padło na tą. Bo takiej jeszcze w mojej szafie nie ma.

Właściwie wszystkie rzeczy z dzisiejszego zestawu zostały kupione w Londynie. Sukienkę wypatrzyłam podczas wędrówek po outlecie Mango. Łatwo nie było – stos przerzuconych ubrań, pojedyncze, zazwyczaj duże rozmiary i jeszcze brak cen przy niektórych rzeczach. Przymierzyłam kilka, jednak tylko ta spodobała mi się an tyle, aby ją kupić. Przy kasie czekała mnie kolejna niespodzianka! Zamiast 14 funtów, które powinna zapłacić (cena regularna to aż 35!), zapłaciłam około 10.

Gdybym przez zakupem dodatków została zapytana, gdzie jest największy wybór akcesoriów i „pierdułek”, z pewnością, bez zastanowienia odpowiedziałabym, że w Primarku! To właśnie tam kupiłam kokardę za 2 funty.

Bardzo chciałam ubrać sandały na obcasie zamiast balerinek, jednak wiem, że oprócz wiarygodności w Waszych oczach, kolejne 3 dni leżałabym pod kołdrą w łóżku, zażywając wszystkie możliwe odmiany Gripexu. Dla jasności sprawy – tak, najbardziej według mnie pasowałyby sandały na obcasie, jednak biorąc pod uwagę obecne warunki pogodowe, wykonanie w nich zdjęć byłoby niemożliwe, a ja wyglądałabym co najmniej głupio.

Jak Wam się podoba całość? :)

DSC_0130

DSC_0126

DSC_0063 \

DSC_0139DSC_0079 DSC_0107

DSC_0145DSC_0139

Zdjęcia: Paulina Siwiec

sukienka/dress – Mango | torebka/bag – Ted Baker | balerinki/shoes – Aldo | kokarda/bow – Primark

O Autorze

2 Responses

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany