12357930_873814326072795_935650195_n

Każda przeczytana książka to dla mnie nowe doświadczenie, słownictwo, a nierzadko również powód do refleksji nad własnym postępowaniem i chęć zmiany. Ta książka jest wprost przepełniona radami i pomysłami, na zmianę prostych, ale negatywnych modowych nawyków, a przede wszystkim receptą na lepsze samopoczucie, uporządkowanie szafy i wbrew pozorom przestanie zaprzątania sobie głowy modą, która stanowi tylko jeden z wielu elementów życia. Wiem, że może dziwnie przeczytać takie słowa napisane przez osobę pisząca bloga stricte modowego, dla której (w Waszych oczach) nowe buty, ciuch są codziennością i pokuszę się nawet o stwierdzenie, najważniejszą wartością w życiu. Jak to wszystko się ma do książki Kasi Tusk? Możecie mi wierzyć albo nie, ale przeczytanie tej książki utwierdziło mnie w przekonaniu, że część czynności, które uważałam za dobre, wymagają zmiany, a zasady, które wyznawałam (przynajmniej tak mi się wydawało), były tylko w mojej głowie i nie przekładały się na praktyczny aspekt życia.

Tak, jak autorka książki poleciła, zmiany rozpoczęłam od uporządkowania rzeczy w szafie. Zawsze myślałam, że mam odpowiednia ilość rzeczy, przy jednoczesnym przekonaniu – im więcej mam rzeczy, tym więcej udanych zestawów stworzę. To działa również w druga stronę, łatwo popełnić małe faux pas i żałować tego do końca dnia. Łatwo nie było, uwierzcie, że pozbycie się 1/3 zawartości garderoby to w moim przypadku dużo. Na szczęście Kasia przewidziała możliwość zatrzymania kilku ubrań spośród tych „do pozbycia się”, dla lepszej świadomości. O dziwo od tego czasu nie mam żadnego problemu ze stworzeniem stylizacji. Jestem świadoma tego, co posiadam,  w jaki sposób łączyć poszczególne elementy, aby czuć się dobrze.

Zawsze żyłam w błędnym przekonaniu, że podstawowe rzeczy posiadam i skupiałam się na kupowaniu tych we wzory, aby bardziej urozmaicić stylizacje. Biała koszulka z abstrakcyjnym nadrukiem nie jest bazą. Kremowa marynarka z baskiną też. Dzięki listom, znajdującym się w książce uzmysłowiłam sobie, jak wiele rzeczy jeszcze mi brakuje i sporządziłam własną, na której znalazły się m.in. czarna skórzana torba w stylu shopper, dopasowane jeansy, białe Converse czy skórzane sztyblety. Tutaj kolejny raz trzeba podkreślić słowo kluczowe, jakim jest JAKOŚĆ. Wszystkie wyżej wymienione rzeczy mogłabym kupić w pierwszej lepszej sieciówce, oszczędzając pieniędzy, ale niestety większość z nich byłaby słabej jakości. Nie powiem, zdarzają się perełki, ale nie chcąc nikogo oszukiwać – najczęściej torby sprzedawane w sieciówkach skórzane nie są, buty również.

Po tym, jak z ogromnym bólem serca udało mi się zmodyfikować zawartość szafy i zrozumieć, że taka zmiana działa tylko na moja korzyść, udałam się do centrum handlowego w celu kupienia kilku bazowych rzeczy, których jak się okazało, w mojej garderobie brakowało. Los tak chciał, że rozpoczęły się wyprzedaże i przy planowanym budżecie mogłam sobie pozwolić na pozornie droższą rzecz. Od razu znaleźć idealnych rzeczy mi się nie udało, zajęło mi to kilka dni, aż w końcu kupiłam bazowe topy. Teraz poszukuje swetra z golfem i czarnej, klasycznej spódnicy.

Kolejną rzeczą na która warto zwrócić uwagę są metki. Nie mówię tutaj o epatowaniu markami, bo to co najmniej żałosne, a dokładnym zapoznaniu się ze składem rzeczy, która planujemy kupić. To też niegdyś było mi obce, dziwiłam się, dlaczego w jeden koszulce czuje się bardziej komfortowo, zwiewnie, a druga nie przepuszcza potu. Wszystko za sprawą tkaniny, z której została wykonana.

Kasia w swojej książce przestrzega, żeby ze szczególną ostrożnością kupować bazowe rzeczy i co najważniejsze nie żałować na nie pieniędzy. Wiem, że dla wielu z Was (dla mnie również) wydanie ponad 100 złotych na jedną koszulkę bazową to bardzo dużo. Kasia tłumaczy to tym, że to rzecz, która będzie noszona przez nas bardzo często. To przynajmniej dla mnie dobry powód, dla którego sądzę, że lepiej wydać więcej, zainwestować niż kupić coś takiego, co po kilku tygodniach wyląduje w koszu ze względu na małe rozprucie czy zmechacenia.

O tym, co zrobić na początku, jak dokonywać zakupów i na co zwrócić uwagę już napisałam. Rzeczą, o której nigdy nie myślałam w kategoriach dobrego smaku i stylu, jest postawa i zachowanie. Owszem, to, jak postępujemy w różnym towarzystwie, jest z pewnością uzależnione od grona, w którym przebywamy, ale jak to się ma do stylu? Trudno było mi to zrozumieć, ale po przeczytaniu kilku zdań z rozdziału na ten temat, doszłam do wniosku, że to, jak wyglądamy to jedno, a to, jak się zachowujemy to drugie. I niezaprzeczalnie obydwie te rzeczy powinny się łączyć. W książce podany jest dobry przykład dziewczyny, która ledwo trzymając się na nogach, wraca z imprezy. Oczywiście schludnie i modnie ubrana, na pozór niebudząca żadnych wątpliwości co do tego, że jest kobietą z klasą. Jednak sądząc po zachowaniu na pewno nazwać jej tak nie można. To właśnie dlatego te dwie kwestie są synonimiczne, a modny wygląd powinien iść w parze z właściwym zachowaniem.

Zachęcam Was do przeczytania tej książki. Oprócz przydatnych wskazówek, które po zastosowaniu ułatwiają życie, pozwala zrozumieć elementarne kwestie.

Dajcie znać, jak Wam się podobają tego typu wpisu :). Ktoś z Was czytał już Elementarz Stylu?

Jedna odpowiedź

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany