Każdy miewa w życiu wzloty i upadki. Raz jest lepiej i czuje, że mógłby przenosić góry, a raz nie ma siły i najchętniej leżałby w łóżku, nie robiąc kompletnie nic. Miałam tak jakiś czas temu. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, co ze mną nie tak, ze względu na fakt, że stan niechęci i braku motywacji trwał wyjątkowo długo.

Ostatnie tygodnie wprawiły mnie w melancholijny, beznadziejny nastrój, kompletnie odbierając motywację. Nadszedł czas pierwszej sesji, gdzie chcąc nie chcąc, trzeba było zabrać się za cokolwiek, do tego znienawidzona przeze mnie zima i zmiana pracy. Czasami zdarza mi się, że nie mam kompletnie chęci do działania i marnuję czas na patrzenie w ścianę czy inne, tego typu rzeczy.

Pisanie przeze mnie bloga mogłam wtedy zobrazować sinusoidą, gdzie bez chęci do pisania i robienia postów, byłam w dole. Niestety miało to odzwierciedlenie w częstotliwości dodawania postów i sposobie publikowania. Nie miałam ochoty pisać, myśleć nad nowymi tematami wpisów czy chodzić na sesje. Wiecie, że jestem osobą z nieograniczonymi zasobami pozytywnej energii, którą zarażam i nieschodzącym z twarzy uśmiechem i taką siebie lubię najbardziej, dlatego nie znoszę stanu braku motywacji i stania w jednym miejscu.

Z blogowaniem tak jest – albo mam bardzo dużo pomysłów, chęci, a wszystko dookoła mnie inspiruje, albo zwyczajnie potrzebuję odpoczynku, nie chcąc nawet myśleć nad tym, o czym mogłabym napisać kolejny post. Mniejszą systematyczność usprawiedliwiał tylko i wyłącznie fakt sesji, która sprawiła, że część czasu wolnego musiałam poświęcić na naukę. No właśnie. Tylko część, co z resztą? No nic. Pozostała zmarnowana na pierdoły.

Na radzenie sobie w kryzysowych chwilach, mam swoje sposoby, które zawsze się sprawdzają. Czasami brakuje mi motywacji i chęci, przez co zaczynam się zastanawiać nad tym, czym się zajmuję, czy to dobra droga i czy nie zacząć czegoś nowego. W takich momentach korzystam z trzech sposobów na odzyskanie motywacji, które, póki co mnie nie zawiodły.

15

Myślenie o wyznaczonych celach i drodze, jaką już wykonałam, aby je spełnić

Przed rozpoczęciem każdej czynności najpierw zastanawiam się, w jakim celu ją zaczynam i co chciałabym przez to osiągnąć. Gdyby nie to, z pewnością do połowy zajęć straciłabym chęć po kilku tygodniach. Jeśli stwierdzę, że to co chcę zacząć ma sens i będę dzięki temu szczęśliwa, brnę w to i wyznaczam sobie cel, który chcę osiągnąć.

Tak w praktyce – celem chodzenia na siłownie może być poprawa sylwetki i wagi, na jogę relaks i odprężenie umysłu, a pisania bloga grono czytelników, którym podoba się to, co robisz.

Dlatego zawsze w momencie, kiedy nie mam siły, myślę nad tym, ile czasu poświęciłam, z ilu rzeczy zrezygnowałam, aby robić to, co naprawdę lubię. W takich momentach się nie zniechęcam, tylko jestem zadowolona, że się nie poddałam. W końcu, po co kończyć coś, co sprawia radość, zajmuje czas tylko dlatego, że mam jeden moment zawahania się?

Relaks i bycie offline

To może się wydawać dla niektórych abstrakcją. Szczególnie dla tych, którzy nie są uzależnienie od telefonu czy internetu. Ja chyba jestem. I dlatego w chwilach, kiedy brakuje mi motywacji i chęci do działania, wyłączam internet i robię inne rzeczy. Nie myślę wtedy o tym, co się dzieje w cyber świecie, czy ktoś napisał, tylko najchętniej spędzam czas z bliskimi (jeśli akurat mam szczęście mieć ich przy sobie). Jeśli nie, otwieram książkę, słucham muzyki czy idę na rolki.

Spotkanie z inspirującymi mnie osobami, które dodają mi motywacji

Nic nie poprawia mi humoru tak, jak spotkanie z moją przyjaciółką. Ona nigdy nie pozwala mi na użalanie się nad sobą i zawsze każe spiąć poślady i zabrać się do pracy. Serio, kocham ją za to.

 

grafika: blogspot

 

O Autorze

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany